czwartek, 20 lutego 2014

Rozdział 22 { No i wszystko się wydało }

Kilka dni później. *Caroline
Wszystko od tych kilku dni wydawało się być już normalne. Starałam się unikać Klausa, a on ułatwił mi to swoim przedwczorajszym wyjazdem. Niestety wiem, że wraca właśnie dzisiaj, ale mimo to mogłam od niego odpocząć.
Nie wiem, dlaczego w dalszym ciągu tu mieszkam, skoro miałam pomóc przy Klausie, ale jak na razie nasze stosunki nie są zbyt za dobre.
- Caroline. Jesteś gotowa? - zapytała Rebekah, wparowując do mojego pokoju.
- Gotowa.?. Gdzie?-zdziwiłam się.
- Nie mów, że zapomniałaś - Krzyknęła. - Miałyśmy iść na zakupy. Miałaś pomóc wybrać mi sukienkę, na dzisiejszy wieczór, ze Stefanem.
No tak u nich również się pozmieniało. Stefan z niewiadomych dla wszystkich, po za mną, przyczyn, rozszedł się z Eleną . Zdążyłam polubić już Rebekah mimo, że była... jaka była.
- Całkowicie zapomniała. - Złapałam się za głowę./ - Daj mi 15 min.
Ona nic nie mówiąc popatrzyła na mnie z ukosa i wyszła z pokoju.
Powolnym krokiem skierowałam się do łazienki. Zrobiłam lekki makijaż , przebrałam się w kremową sukienkę do kolan i czarne szpilki pozłacane z boku. Zeszłam na dół jednak nie zastałam tam Rebekah, tylko Elijah i Kola.
- Gdzie Rebekah - zdziwiłam się.
- Już idę. - Usłyszałam jej głos z góry. Wzruszyłam ramionami i popatrzyłam na Elijah.
- Elijah - Powiedziałam powoli. On podniósł głowę z nad książki, którą udawał, że czyta i uśmiechnął się do mnie.
- Obiecałam sobie, że nie zapytam o to, ale.. zżera mnie ciekawość- Zaczęłam. - Czy możesz mi powiedzieć dlaczego Klaus wyjechał?
- Mówiłam, że w końcu zapyta -Powiedziała schodząca po schodach Rebekah. 
- A więc- Zwróciłam się z powrotem do Elijah 
- Jak wiesz, ktoś zabija jego Hybrydy - Przerwał. - Postanowiła, znaleźć i zlikwidować tą osobę.- Powiedział zwięźle i krótko. 
- Aha. - Uśmiechnęłam się. - Idziemy ?
Gdy zebrałyśmy się już do wyjścia zatrzymałam się i odwróciłam. 
- A mogę wiedzieć, gdzie pojechał.?
- Do Nowego Orleanu- Wtrącił Kol. Przystanęłam i zaczęłam myśleć. 
- Czy, nie ostatnio tak znajdował się Mikael ?- zdziwiłam się. Na początku nikt nie zareagował, jednak po chwili Elijah zerwał się z miejsca i wziął telefon. 
- Gdzie dzwonisz.?- spytałam. 
- Do Klausa. - Odpowiedział. Jednak po kilku sygnałach nikt nie odebrał. 
- Chodź Caroline. Niech sobie sami radzą. - Powiedziała pierwotna ciągnąc mnie do wyjścia. 
Jednak, ze względu na to, że byłam pierwsza ,,w kolejce'' do wyjścia z domu , po otworzeniu drzwi zderzyłam się z czymś, a raczej z kimś 
- Witaj Caroline. - Zaśmiał się Klaus patrząc na moją zdezorientowaną minę. Jednak Rebekah nie za bardzo obchodziło, to że jej brat właśnie przyjechał. 
- Caroline, daj spokój . Chodźmy już. - Nalegała. W końcu ocknęłam się i wyszłam z domu. 
- Caroline- Zatrzymał mnie ten sam głos co przed chwilką. - Pamiętasz ten wasz duży sekret- Zatrzymał się. - Cóż, wydał się. 
- Co masz na myśli.?- zdziwiłam się. 
- Caroline, jesteś zbyt mądra, aby udawać głupią. - Znowu zaczął się śmiać.Po chwili dołączył do naszej trójki Elijah. 
- Tak znalazłem Mikaela- Powiedział zadowolony. 
- Klaus. - Powiedział zdenerwowany Elijah-Co zrobiłeś naszemu ojcu? 
- Spokojnie, nie zabiłem go.. Znaczy.. nie na zawsze- Uśmiechnął się i wszedł w głąb domu. 
- Co to oznacza. ?- zdziwiłam się 
- Zasztyletował go. - Odpowiedziała cicho Rebekah. 
- Elijah. Co to oznacza teraz?. Że on o wszystkim wie.?- zdziwiłam się. 
- Wypytam go, Caroline. Miłych zakupów. - Zrobił to samo co swój brat. 
- Ale przecież... - Nic nie zdążyłam powiedzieć, ponieważ Rebekah znowu ciągnęła mnie w stronę auta. !
*
-Rebekah, ile można zakładać jedną sukienkę ? - powiedziałam znudzona. 
- Wyglądam dziwnie. - Odpowiedziała pierwotna wychodząc z szatni, w której się znajdowała. 
- Tak to prawda. - Wybuchłam śmiechem. Sukienka była prześwitująca na wylot, przykrótka i za duża. Jednak faceci, którzy przechodzili obok mierzyli ją dokładnie wzrokiem.. 
- Zostaną moim obiadem. - Powiedziała wkurzona. Zaśmiałam się znowu patrząc na nią. 
- Nie jest aż tak źle myślę, że Stefanowi się spodoba 
- Bardzo śmieszne. - Uśmiechnęła się 
Wróciła z powrotem do szatni, aby ubrać się w normalnie cichu. 
- Idziemy gdzieś jeszcze, czy możemy w końcu wracać. ?- Dopytywałam, kiedy ona była jeszcze w szatni. 
- Aż tak Ci śpieszno do Klausa.? Tak bardzo chcesz z nim stanąć twarzą w twarz ? 
- Rebekah.. - Krzyknęłam na nią. - To wcale nie jest śmieszne. - Powiedziałam podchodząc do kasy i płacąc za swoje zakupy- Jak myślisz Mikael powiedział mu o czymś.?
- Nie wiem, wydaje mi się, że wie tyle co my. I że to właśnie Mikael zabijał jego Hybrydy. pewnie biedny się zdziwił, jak dowiedział się, że ojczulek żyje. - Zaśmiała się. - Ale nie wydaje mi się, aby wiedział o wszystkim co ukrywa Mikael. O ile to prawda. - Dokończyła. 
- Myślisz, że udaje?. Że nie ma niczego co może zmienić Klausa.?- zapytałam. 
- Mój ojciec już jako człowiek był wredny, kłamliwy, nieznośny. Kiedy Stał się wampirem wszystko stało się jeszcze bardziej... silne. - Rzuciła obojętnie. 
- Mam nadzieję, że przynajmniej w tej sprawie nie kłamie. - Powiedziałam.
- Ej nie martw się tym Caroline. Elijah wszystkiego dopilnuje. Zresztą jak zawsze- Uśmiechnęła się ciepło.- Jesteśmy na zakupach, nie przejmujmy się teraz Klausem. 
- Tak, tak. Pewnie masz rację. - Odpowiedziała. Jednak nie za bardzo się do tego przystosowałam. Myślałam cały czas o jednym i tym samym, o Klausie. Jednak nie myślałam, o tym czy wie o wszystkim, tylko moje wspomnienia wróciła z powrotem, kilka dni wcześnie. Pocałunek... 
- Caroline. - Krzyknęła Bekah widząc moją minę. Minęliśmy właśnie naszą Szkołę kierując się do domu. 
- Przepraszam Cię, ja po prostu.. - Nie dokończyłam. 
- Po prostu nie możesz przestać myśleć o Klausie, co jest bardzo zadziwiające biorąc pod uwagę to jaki on jest. No cóż, ale uczuć nie zmienisz. 
- Masz na myśli obrzydzenia, nienawiści, wstrętu? - zapytałam.. 
Zaśmiałyśmy się obydwie. 
- Na prawdę możesz mi powiedzieć jeżeli.. 
- Nic się nie dzieje. - Przerwałam jej 
- Kol mówił mi. że... - zatrzymała się. 
- Co Ci mówił? - przeraziłam się. Miałam nadzieję, ze zostawi o co mu powiedziałam tylko i wyłącznie dla siebie. 
- Powiedział mi, że coś cię gryzie, ale nie chciał powiedzieć o co chodzi. - Naciskała na mnie. Zdążyłyśmy już wejść do domu. 
- Po prostu mnie pocałował, okey?. A ja mu na to pozwoliłam. - Wypaliłam. Jednak pożałowałam tego bardzo szybko. Gdy weszliśmy oczy wszystkich skierowały się na mnie. 
Nie wiedziałam kompletnie co robi tam Stefan, Damon, Bonnie, Elena i Tyler. Koło nich stali pierwotni jednak nie było Klausa. 
Wszyscy patrzyli na mnie z wyrzutem. Tyler jednak był wściekły, bardzo wściekły. 
- Co się dzieje?- Powiedziałam, nie zważając na minę Tylera. Kompletnie zmieniłam 
- Próbujemy znaleźć Mikaela- Odpowiedział Kol, który jako jedyny nie stało ze zdziwioną miną z powodu co stało się po między mną a Klausem. - Chociaż moim zdaniem to głu... 
- Kol. - Krzyknęli na niego wszyscy. 
Razem z Rebekah postawiłyśmy torby po czym podeszłyśmy do Bonnie, która rzucała zaklęcia lokalizacyjne.
- Nie mogę. Coś mnie blokuje. - Powiedziała po chwili. - Jakby było ochronione znacznie  silniejszym czarem niż mój. 
Nikt nie odezwał się. Jednak po chwili coś wpadło mi do głowy. 
- Chyba wiem gdzie może się znajdować. 
*Kilka dni wcześniej, Narrator, Caroline 
Blondynka była właśnie przed opuszczonym domem, którego nigdy wcześniej nie widziała, co było dziwne, ponieważ mieszkała w Mystic Falls od urodzenia. 

Przyjechała tu z Klausem. Nie wiedziała w sumie dlaczego, przyjechała tu z nim, skoro jej relacje z pierwotnym nie były zbyt dobre. 
Jednak przyjechała tu z nim, mimo wszystko. Nie chciała zostawić go samego. Przyjechała z nim do  miejsca gdzie zabito jego hybrydy.Klaus był wściekły, może dlatego dziewczyna przyjechała tu. Nie chciała aby komuś stała się krzywda, a wiedziała do czego Klaus jest zdolny. 
Stała przed opuszczonym domem. Klaus był już w środku. Ona jednak wolała zostać sobie jak na razie na dworze. Po chwili usłyszała głośny huk i bez zastanawiania się wparowała do środka. 
Wszystko latało, a obok wampira leżały 4 serca i cztery ciała. 
- Co tu się stało?- Krzyknęła, jednak nie otrzymała odpowiedzi. -Klaus 
- Ktoś ich zabił Caroline- Krzyknął- I muszę dowiedzieć się kto za tym stoi. 
- Dlaczego akurat tu?. I skąd wiedziałeś, że ty będą?- zdziwiła się.
-  To miejsce jest chronione magią. Moje wiedźmy są połączone z każdą hybrydą. Jeżeli oni giną, one to czują. Niestety nie tutaj.! Kiedy moja wiedźma nie mogła ich znaleźć, domyśliłem się, że tutaj są.
*Teraźniejszość, Caroline
- Więc myślisz, że Mikael może się tam znajdować.?- spytał Elijah. 
- Myślę, że tak- Odpowiedziałam -Chodźcie pokaże wam gdzie to jest. 
Jedyne czego się bałam, to to aby nie było tam Klausa. 
Po chwili siedzieliśmy już w samochodzie. Ja jechałam z pierwotnymi, a reszta jechała w aucie Stefana, jednak Tyler uznał, że nie chce jechać z nami. 
- Jesteś pewna, że to tu ?- zdziwiła się Rebekah, gdy dojechaliśmy już na miejsce. 
- Tak, czemu pytasz?- odpowiedziałam wychodząc z auta. 
- Cwany sukinsyn, nie mógł wybrać lepszej kryjówki niż nasz były dom, gdzie matka rzuciła zaklęcie ochronne. - oznajmiła. 
- To był wasz dom? - nie mogłam tego pojąć. 
- Tak, niestety . - Wzruszył ramionami Kol i chcą wejść do środka odbił się od niewidzialnej ściany. 
- Co jest?- Moja mina diametralnie się zmieniła.Elijah jak i Rebekah również odbili się od barierki chcą tam wejść. Do tego czasu reszta z nich zdąrzyła przyjechać. 
- Co się stało?- Głos zabrał Stefan. 
-  Nie mogą wejść. - Odpowiedziałam. 
Jednak ku zdziwieniu Elena jak i Bonnie weszły bez problemu. 
- Tak jakbyśmy musieli być zaproszeni. - Zakomunikował Elijah. 
- Ale przecież ja wcześniej.. - Nie dokańczając weszłam bez problemu do domu. 
- Widocznie zostałaś już zaproszona. - Rzucił Kol. 
- My się rozejrzymy i... - nie dokończyłam. 
- Wykluczone Caroline. - Przerwał mi Elijah. 
- Tylko się rozejrzymy. Przecież nic się nam nie stanie, - Uśmiechnęłam się. Nie słuchając juz sprzeciwów, razem z Bonnie weszłam do środka zostawiając Elenę i resztę na zewnątrz. Weszłyśmy powoli sprawdzając po kolei pomieszczenia. 
- Jeżeli on by tu był, nie myślisz, że Klaus zostawił by kogoś do ochrony - Zapytała zdziwiona przyjaciółka. Jak na zawołanie poczułam jak ktoś wpycha swoje palce w moją Klatkę piersiową. Bonnie została odepchnięta na ścianę, a ja ?. Nie miałam szans z tym wampirem. Był zbyt silny. Po prostu zemdlałam. 
---------------------------------------------------
W końcu rozdział. Przepraszam że tak długo nie dawałam. ;). Poprawie się. 
Przepraszam za błędy i w ogóle. :*
Pozdrawiam Weronika :}

3 komentarze:

  1. Heej :) Zapraszam na nowy rozdział ;
    www.klasupierwotnahybryda.blogspot.com
    Pozdrawiam ! Życzę weny :)

    OdpowiedzUsuń
  2. bombowe nowe rozdziały :D podoba mi się ze Caroline tak za kumplowała się z pierwotnymi :D czekam na następny :D

    OdpowiedzUsuń