wtorek, 4 lutego 2014

Rozdział 19 { Kolejna duża zmiana }

- Nie koniecznie..!
*
- Nie koniecznie?? - zdziwiłam się. - Co macie na myśli.
- Abyś się tu wprowadziła. - Rzucił Kol.
- Bardzo śmieszne. - Zaczęłam się śmiać. - Pytam na pra.... wcale nie żartowałeś..!
- Oczywiście, że nie Caroline. Kol powiedział, to szczerze. Nie widzimy innego rozwiązania..!- Wtrącił Elijah.
- Mam tu znowu mieszkać.?. Co ja powiem tacie.. Sory tato wyprowadzam się, cześć.? - skrzywiłam się.
- Brzmi w porządku .!- Powiedział rozbawiony Kol nalewając Whisky. Wstałam pośpiesznie i podeszłam do Kola, wyrwałam mu szklaneczkę i wypiłam całą zawartość.
- Jeżeli to ma się udać, to musicie kupić całą masę tego. - Wskazałam na trunek.
- Czyli się zgadzasz?. - spytał Elijah.
- Chyba nie mam wyjścia. - Wzruszyłam ramionami - Tylko muszę wysłać gdzieś ojca.. Może na Hawaje?- zaczęłam się zastanawiać i nalałam sobie drugą szklankę bursztynowego płynu, niestety tym razem to Kol wyrwał MI ją z ręki. Popatrzyłam na niego z wyrzutem i wyciągnęłam sobie drugą szklaneczkę.
- Także muszę iść.. - Nie dokończyłam bo usłyszeliśmy wieli Huk, dobiegający z drzwi wejściowych, a po chwili w salonie pojawił się kompletnie zalany Klaus. Co prawda stał na nogach normalnie, ale była tak nie wyraźny, że z łatwością można było zobaczyć, że jest pijany.
- Cóż  za miała niespodzianka, panna nie powiem zaszczyciła nas swoją obecnością. - Powiedział to zdanie i popatrzył na mnie, po czym jego wzrok utkwił na Elijah. Uwierzył, pomyślałam.. Nic nie mówiąc, podszedł do stolika koło którego ja wstałam i zabrał całą butelkę whisky, po czym skierował się do pokoju.
- Widzisz Caroline będziecie mieli ze sobą dużo wspólnego kiedy już tu zamieszkasz. - Ostatnie słowa, Kol wypowiedział dość głośno, dość, aby Klaus mógł go usłyszeć. Zatrzymał się. Odwrócił i popatrzył na mnie z wyczekiwaniem. Elijah stanął jednak po między nami i zwrócił się w stronę Hybrydy.
- Caroline z nami zamieszka, Niklaus. - Rzucił najstarszy pierwotny.
- A przyczyną tego nieszczęścia jeeest... ?- przeciągnął ostatnie słowo z wyczekiwaniem na odpowiedź..Przyczyną nieszczęścia, pomyślałam?.
- Ojciec Caroline wyjeżdża z miasta, mimo, że Caroline jest już pełnoletnia ojciec nie chciał zostawił jej bez opieki. Dlatego zaoferowałem pomoc. Nie masz nic przeciwko, prawda? - zapytał.
- Oczywiście, że nie. Przecież to nasz gość. - Uśmiechnął się triumfalnie. - To, że ja nie mam nic przeciwko, nie znaczy, że nasza siostrzyczka nie ma. - Zatrzymał się. - Tak wiem, już, że ją odsztyletowaliście. Mam tysiąc lat, takie rzeczy to dla mnie pestka, dobranoc. - Powiedział i zniknął.
- Dobranoc.?- zapytałam. - Jest 16!
- To Niklaus. Jak się napije idzie spać od razu. Chociaż nie widziałem go jeszcze tak pijanego od ... W sumie nigdy go takiego nie widziałem. - Zauważył Kol. - Ciekawe co go do tego skłoniło. - Popatrzył na mnie.
- To nie miało nic wspólnego ze mną. !- Krzyknęłam. Popatrzyli na mnie jak na idiotkę. - Powiedziałam tylko, że nic mu nie powiem na temat... tego.. I że jest ostatnią osobą której bym o tym powiedziały, a potem odmówiłam jego podwózki i tyle.. - Wzruszyłam ramionami.
- Nasz impulsywny Klaus, przejął się tym, że tania blondyneczka dała mu kosza. Biedny - Powiedziała pierwotna siostra, która właśnie weszła do domu.
- Rebekah. Bądź miła, Caroline od dzisiaj będzie z nami mieszkać.- Upomniał ją Elijah jednocześnie informując o moim wprowadzeniu.
- Ona ?- zapytała zdziwiona, po czym zmierzyła mnie dokładnie.- Mam nadzieję, że nie jesteś taką suką jak Katherine.
- Rebekah. - Krzyknął podniesionym głosem Elijah. Przewróciłam oczami i usiadłam z powrotem na kanapie.
- Dobra niech będzie. Przez ten dom przemieszcza się, za duża ilość facetów. - Odpowiedziała znudzona.
- Zupełnie jak przez ciebie, Bekah - Zaśmiał się głośno Kol. Rebekah jednak zignorowała jego uwagę i podeszła w moją stronę.
- Tylko nie wchodź mi w drogę, a może zdołam powstrzymać się zabicia ciebie. -Uśmiechnęła się.
- Nie wiem czemu mnie tak nie lubisz. - Zaczęłam swoją moralną wypowiedź, nie zważając na jej wcześniejsze słowa. - Ale postaram się nie wchodzić Ci w drogę, jestem tu na prośbę Elijah, więc nie musisz być wredna. - Dokończyłam zadowolona z siebie. Dziewczyna jednak nic nie odpowiedziała, tylko skierowała się do swojego pokoju.
- Więc problem pod tytułem Rebekah rozwiązany. - Odezwał się Kol.- Wszystko idzie jak jak po maśle.
- W takim razie, mogę już iść po swoje rzeczy. - Powiedziałam.
- Czy mogę Ci potowarzyszyć? - zapytał uprzejmie najstarszy z braci.
- Oczywiście. - Odpowiedziałam. Szczerze cieszyłam się, że nie będę musiała wracać sama. Jeszcze nawet do końca nie wiedziałam jak mam się wyprowadzić z domu.
*
- Caroline. Czy wszystko w porządku ?- Zapytał przejęty Elijah, gdy zobaczył moją zamyśloną minę.
- Przepraszam. - Urwałam. - Zamyśliłam się.
Elijah uśmiechnął się przyjaźnie i popatrzył na mnie z wyczekującym wzrokiem.
- O niczym ważnym. - Zorientowałam się dopiero po chwili, że chce wiedzieć o czym myślałam.
- Czy ma to związek z moim młodszym bratem ?- zapytał podchwytliwie ?
- Elijah. - Westchnęłam. - Nie musisz się martwić.
- Oczywiście, że muszę się martwić. - Przerwał mi. - Będziesz z nami mieszkać na moją prośbę. Chcę tylko wiedzieć, czy wszystko w porządku.!
- Ja.. - Nie wiedziała, czy mam powiedzieć mu o czym myślałam, czy może jednak zmienić temat, jednak wiedziałam, że mogę mu zaufać. - Na prawdę wszystko w porządku. Chodzi tylko o to, że.. to wszystko spadło na mnie tak nagle. - Zatrzymałam się. - Pojawienie się Marcela, stanie się wampirem. A teraz to.. Mieszkanie z najpotężniejszymi istotami na Ziemi.
- Caroline. Jeżeli na prawdę nie masz ochoty z nami mieszkać, nie będę Cię zmuszał. - Powiedział łagodnie.
Prawda, nie chciałam z nimi mieszka, nie chciałam mieszkać z Klausem, ale...
- Zrobię to. Chcę pomóc. Jeżeli Klaus może stać się lepszy i przyjąć waszego ojca z powrotem do rodziny, to pomogę. Jednak nie jestem pewna czy zdołam zmienić Klausa. Mogę Cię jednak zapewnić, że zrobię wszystko aby Mikael mógł wrócić. Może ta jego tajna broń pomoże w zmianie Klausa. - Uśmiechnęłam się.
- Dziękuje Caroline. - Zawrótował mi tym samym. - To dużo znaczy dla mojej rodziny.
- Nie masz jednak pomysłu, co może ukrywać? - zdziwiłam się.
- Niestety, ale nie wiem- Odpowiedział. -To może być cokolwiek
W tym tempie doszliśmy już do mojego domu. Popatrzyłam na Elijah i chciałam już coś powiedzieć, jednak on mi przerwał.
- Poczekam. - Uśmiechnął się ciepło. Odwzajemniłam tym samym, po czym spokojnie otwierając drzwi weszłam do środka.Ojciec na górze, usłyszałam jego ciche kroki. Nie czekając poszłam na górę i stanęłam w drzwiach o dłazienki. Ojciec upychał cuchy do pralki. Gdy się odrówcił i mnie ujrzał, podskoczył.
- Caroline. Zastanawiałem się kiedy wrócisz z tej szkoły. Jest 17- Powiedział przejęty. 
- Daj spokój. Jestem pełnoletnia. - Westchnęłam obojętna- Tak po za tym wyprowadzam się. 
Ojciec jednak z początku nie przyjął tego do wiadomości. Ja za to poszłam do swojego pokoju. Wyciągnęłam sobie swoją torbę podróżną i zaczęłam pakować wszystkie rzeczy. 
- Co robisz? -Krzyknął Ojciec
- Nie Krzycz na mnie. Mogę robić, co mi się podoba. Jestem pełnoletnia, a robie nic do tego. Nie przejmowałeś się mną 3 lata więc teraz daj mi spokój- Również krzyknęłam. Ojciec nie wiedział co powiedzieć, więc po prostu wzięłam torbę i zbiegła na dół. Odłożyłam klucze na wieszaczek i wyszłam. 
*
Po tym jak przeniosłam swoje rzeczy do Mikaelsonów, gdzie oficjalnie zamieszkałam, ruszyłam na spotkanie z Eleną. Chciała się ze mną spotkać. Porozmawiać. ,,Babskie Sprawy'' jak pięknie określiła to przez telefon. Tak na prawdę miałam jej powoli dość.
Gdy doszłam do Grilla, Elena siedziała już przy jednym ze stolików i popijała kole. Po chwili dosiadł się do niej Stefan super babskie spotkanie, pomyślałam, ale jednocześnie cieszyłam się, że Stefan tu jest.
- Hej- Uśmiechnęłam się ciepło najpierw do Przyjaciółki potem do wampira. Usiadłam sobie koło Eleny, na przeciwko Stefana. 
- To o czym chcesz porozmawiać- Zapytałam. 
- Chodzi o Damona. Nie miałam jeszcze czasu cię za niego przepro...
- Elena, to raczej on powinien mnie przepraszam, a tak po za tym wszystko w porządku. -Przerwałam. 
- Masz rację. - Uśmiechnęła się.- To co pijemy. 
- Dla mnie ni..  tequile - Zmieniłam swoje zdanie, gdy tylko pomyślałam o tym, że za nie długo będę musiała wrócić z powrotem do ICH rezydencji. 
- Dla mnie też. - Odpowiedziała Elena. 
- Dla mnie Whiskey - Wtrącił stefan. Barman odszedł sobie, a do baru weszła Rebekah z Kolem. Gdy tylko mnie zauważyli zaczęli kierować się w tą stronę, super, pomyślałam. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz