Po dobrze udanym dniu wraz z Rebekah postanowiłyśmy wrócić do domu i zmierzyć się z rzeczywistością. Wracanie do NIEGO za podobało mi się.
- Mam nadzieje, że znajdziemy w końcu Kol'a, chciała bym, aby był z nami.. To wszystko była moja wina.- Powiedziałam do Rebekah wchodząc do domu. Elijah siedział na jednym z krzeseł, trzymając szklaneczkę z burbonem. Popatrzyłam na zdezorientowanych pierwotnych.
- To ja pójdę do siebie. - Usłyszałam swój głos kierując się w stronę schodów, ale Elijah mnie zatrzymał.
- Caroline. Poczekaj chwilkę. - Powiedział. Odwróciłam się z wahaniem w jego stronę, próbują nie patrzeć na Klausa.
- Nie musimy jej w to mieszać. - Głos Klausa brzmiał szorstko i nieprzyjemnie.
- Myślę, że każda pomoc się przyda, Niklaus. - Elijah patrząc na brata zmienił swój ton. - Ale jeżeli nie chcesz jej w to wciągać ...
- Ale ja z chęcią wam pomogę. - Przerwałam mu. Do Klausa z początku nie dotarło to bo był niewzruszony, ale po chwili jego wyraz twarzy się zmienił. Był zły na brata i był zły na mnie.
- O co chodzi?- spytałam nie zwracając więcej na niego uwagi.
- O Mikael'a i Tyler'a - Najstarszy z pierwotnych odpowiedział szybko. - Trzeba zabić Mikael'a bo jak się dowiedziałem Tyler, został zahipnotyzowany, dlatego próbował Cię zabić.
- Więc co proponujesz?- zapytałam.
- Mam specjalne zadanie , dla ciebie i mojego brata. - Uśmiechnął się. - Będziecie śledzić Tyler'a.
- Mam tysiąc lat bracie. - Klaus od razu się odezwał. - Nie będę się bawić w kotka i myszkę.
- Ja z chęcią pomogę. - Rzekłam.
- Klaus.. Pomożesz chyba Caroline , prawda? -spytał Elijah.
- Niestety. Poszukaj kogoś innego. - Nalał sobie szklankę burbona i wypił ją do dna.
- Czyli ja zajmuję się śledzeniem Tyler'a.. Co dalej?
- Resztą zajmiemy się my. Wystarczy nam tylko to, że będziesz śledzić Tylera i dowiesz się, gdzie często przebywa. A tam na pewno będzie przebywał Mikael.
- Od kiedy zaczynamy?- spytałam.
- Od jutra. - Odpowiedział Elijah. Uśmiechnęłam się lekko, próbując nie patrzeć na hybrydę. Jednak nie udało mi się to. Klaus bacznie mnie obserwował kiedy kierowałam się do góry. Szłam wolnym krokiem, a po chwili wpadłam na genialny pomysł, przeszukam Klausa pokój z nadzieją, że znajdę coś co pomoże mi odnaleźć Kol'a. Upewniłam się, czy nie stoi nikt za mną i po cichu weszłam do pokoju Klausa.
Jak zawsze panował w nim porządek. Wszytko było na swoim miejscu... po za jedną rzeczą. Podeszłam do łóżka i nie pewnie wzięłam do ręki zeszyt. Nie wiedziałam czy powinnam go otwierać, ale ciekawość zżerała mnie od środka. Otworzyłam do patrząc na pierwszą kartkę " rok 997. Mikael jest jeszcze gorszy. Dzisiaj drugi raz mnie uderzył. Dzień dopiero się zaczął, boje się co będzie dalej" Przestraszyłam się. Powędrowałam kilka kartek dalej, ale na każdej kartce pisało mniej więcej to samo. " Jeszcze trochę, a mógłby mnie zabić. " Pamiętnik Klausa, pomyślałam. Nie powinnam była go czytać. Rzuciłam nim na łóżko, wychodzą z pokoju i zapominając po co tu przyszłam. Jednak nie udało mi się wyjść. Przede mną stał Klaus. Popatrzyłam w jego oczy. Wyobraziłam sobie wszystkie te rzeczy które opisywał, ale po chwili potrząsnęłam głową wracając do rzeczywistości.
- Co tu robisz Caroline? - był lekko zdziwiony.
- Głupio się pytasz. Szukałam czegoś, co mogło by zdradzić miejsce położenia Kol'a.- Krzyknęłam. - Zasztyletowałeś go, nie mam zamiaru teraz z tobą rozmawiać.
Jednak do niego to nie dotarło. Kiedy chciałam wyjść, złapał mnie za rękę przyciągając bliżej siebie.
- Puść mnie Klaus. - Jęknęłam. On jednak nawet nie zareagował. Jedyne co robił to wpatrywał się w moje oczy. Spuściłam głowę.
- Proszę.. -Nie dokończył
- O co?. O to, żebym Ci wybaczyła wszystko to co zrobiłeś, o to, żebym Ci
wybaczyła, że trzymasz gdzieś, swojego własnego brata, zamkniętego z
jakimś dziwacznym magicznym przedmiotem w sercu?- Mówiłam szybko, wyraźnie i w
nerwach, ale po chwili zmieniałam swój ton na lżejszy - Nawet jeśli bym
Ci wybaczyła, po chwili znowu byś robił podobne rzeczy i to ciągnęło by
się w kółko, więc wybacz mi, że nie mam ochoty się w to bawić.
- Próbujesz mnie zmienić. - Powiedział cicho. - Nie zmienię się.
- Nie chodzi o to, że próbuje cię zmienić. Nie miałam takiego zamiaru, chciałam ci pokazać jakie jest życie, bez tych wszystkich strasznych rzeczy i bez myślenia tylko o sobie.
Nie odezwał się, ale ja nie mogłam pozwolić sobie na ciszę.
- Jutro się wyprowadzam. Nie chcę dłużej z tobą mieszkać. Mam tego dość. Zostaw mnie. - Wyrwałam się z jego ręki i skierowałam się do pokoju. Od razu położyłam się na łóżku starając się o niczym nie myśleć, po czym po prostu zasnęłam.
*
Obudził mnie trzask. Prawdopodobnie był to trzask drzwiami od mojego pokoju. Zerwałam się zaspana z łóżka, ale drzwi były zamknięte. Może mi się przyśniło, pomyślałam..
Przetarłam lekko oczy przypominając sobie że nie zmyłam wczorajszego makijażu. Potrząsnęłam głową i skierowałam się od razu w stronę łazienki. Po chwili jednak się zatrzymałam bo usłyszałam bardzo znany mi głos.
- A cześć... to już mi nie powiesz? - Usłyszałam. Otworzyłam szeroko oczy odwracając się na pięcie, stojąc jak wryta.
- Kol. - Krzyknęłam wpadając w jego ramiona- Jak..?
Odsunęłam się już po chwili patrząc na niego.
- Klaus.. Magiczny sztylet został wyciągnięty z mojej piersi.. Wiesz, że ... chyba nawet mnie przeprosił?- Uśmiechnął się.
- Ale dlaczego. Przecież... - zdziwiłam się...
- Ja znam powód.. - Zaśmiał się.. Walnęłam go w ramię.
- Tak się ciesze, że tu jesteś. - Znowu znalazłam się w jego ramionach.. Stałam tak dłuższą chwilkę, ale do pokoju weszła Rebekah..
- Kol.. - Uśmiechnęła się.- Klaus mi mówił, że się odnalazłeś i właśnie zastanawiałem się gdzie mógłbyś pójść.
- Tak wypuścił mnie.. - Odpłacił jej tym samym. - Jak sprawa z Daviną? - zapytał zmieniając temat siadając na moim łóżku. .... Genialne...
- Kol.. Jesteś Genialny. - Krzyknęłam wstając i patrząc na nich. - Chodźcie.
Pociągnęłam Kol'a za rękę, a zdezorientowana pierwotna ruszyła za nami. Wchodząc do salonu zastałam tylko Klausa. Nie ta osoba której szukałam, pomyślałam. Klaus popatrzył na mnie z zaciekawieniem..
- Jest Elijah?- spytałam. Mimo, że od sztyletował Kol'a byłam na niego zła, za całokształt.
- O co chodzi Caroline?- spytał głos dochodzący zza moich pleców. Stał tam Elijah uśmiechający się w stronę Kol'a po czym spojrzał na mnie.
- Skoro Klaus. - Wskazałam na niego od niechęci. - Chce szybko nad wszystkim zapanować. To może przyśpieszymy nasze działania, rzucając czar lokalizujący, przez Davine.
- Nie jestem pewny czy będzie chciała pomóc. - Odezwał się Klaus.
- Jeżeli poprosimy, może się zgodzić..
- Nawet jeżeli Davina by się zgodziła.. Co jest mało prawdopodobne, bo Klaus nie był zbyt miły - Przerwał patrząc z uśmiechem na brata. - To nie wiadomo czy czar zadziała na Mikaela.
- Warto spróbować. - Powiedziałam. - zawsze przecież można go rzucić na Tylera.
- Warto spróbować. - Powtórzył Elijah..
- Najlepiej zacznę od teraz. Porozmawiam z Daviną. - Powiedziałam idąc w stronę jej pokoju.
- Potrzebna Ci pomoc, kochana?- zapytał Klaus odstawiając szklaneczkę z trunkiem.
- Poradzę sobie. - Odpowiedziałam oschle.. Nie chciałam na niego spojrzeć, nie mogłam, więc od razu znalazłam się na schodach prowadzących do pokoju czarownicy.
----------------------------------------------------------------------
Taaaadaaaam. :).
Noo.. Więc jest..
Postaram się dodawać teraz rozdziały raz w tygodniu, ale niczego nie obiecuje ;)
Uuu, raz w tygodniu? Heh, ja wolę u sb nie mówić kiedy bo i tak mi się to nie udaje, ale myślę, że ty jesteś bardziej ogarnięta niż ja, więc sobie poradzisz. Co do rozdziału to... Kol wrócił. Oczywiście to jest największy plus, no i oczywiście oschłość Caroline co do Klausa, tymczasowo, ale nadaje temu charakter. Czekam na kolejny.
OdpowiedzUsuńPS Trochę krótki, myślę, że kolejny będzie dłuższy, mam nadzieję.